Archiwa tagu: Ambient

Ulver – Messe I.X-VI.X (cd, mini-vinyl replica) – 2013

Wydawało by się, że po takich mocno-mrocznych tchnieniach Ulvera jak chociażby Shadows of the Sun, grupa już głębiej w ten klimat nie sięgnie, szczególnie, że w roku 2012 nastąpiła kolejna już zmiana stylu grania dla Norwegów. Ale nie musieliśmy długo czekać – w końcu Wilki są niezwykle płodnym zespołem – na kolejny album, który okazał się może nie tyle kontynuowaniem „starych śmieci”, co kolejnym stopniem odkrywania własnej przestrzeni. Jest już ona bardzo różnorodna, i choć wciąż balansuje na raczej ponurych tonach, to każda kolejna część stworzonych przez Ulver dźwięków zaskakuje jak wiele ten zespół potrafi wymyślić. Ale do rzeczy.

„Messe I.X-VI.X” to album studyjno-koncertowy. Pierwszy raz się spotkałem z taką wersją nagrywania płyty, ale później usłyszałem, że nie jest ona jakoś szczególnie nowatorska, choć bardzo niepopularna. Zapisano więc jeden z koncertów, na którym grano tylko i wyłącznie premierowy materiał. Później wzięto go „pod lupę” w studiu, tworząc w ten sposób rzadko spotykaną mieszankę „żywych” dźwięków oraz ich „studyjności”. Co więcej: wraz z członkami zespołu wystąpiła także Tromsø Chamber Orchestra, która pełni tu rolę przewodnią. Wszystko jest jednak zwieńczone w taki sposób, by móc nazwać „Messe” pełnoprawnym albumem. Już „samo to” brzmi niezwykle zachęcająco, nieprawdaż? Ale jak wyszło?

„Czarny album” zaczyna się od niezwykle długiego utworu jak na Ulver (z niewiele krótszym tytułem – „As Syrians Pour In, Lebanon Grapples With Ghosts Of A Bloody Past”) i jest to – uwaga – muzyka klasyczna. Dosłownie nie występują tu niemalże żadne oznaki, że to coś innego niż bardzo dobrze skomponowany materiał smyczkowy. Przez dwanaście minut mamy w nim do czynienia z powolnymi skrzypcami i kontrabasem, które nakreślają bardzo mocno charakter „Messe” i stanowią niejako preludium to tego, co ma nastąpić. Zdawałoby się, że nie jest to zachwycający materiał, aczkolwiek jego zadanie jest kompletnie inne: stworzyć bardzo gęsty, mroczny klimat. I to udaje się w stu procentach.

Kolejne dwa utwory są również instrumentalne, ale w „Shri Schneider” w lekkim kontraście do poprzedniego utworu, możemy usłyszeć pierwsze dźwięki nieco bardziej typowe dla Wilków. Ambientowe, elektroniczne nuty wychodzą teraz jakby na prowadzenie, a orkiestra tylko akompaniuje. Zaś „Glamour Box (Ostinati)” to już pełna współpraca tych dwóch „nurtów” występujących w albumie. Muzyka jest niezwykle dopracowana i o jej sile stanowi na pewno bogata muzyczna przestrzeń otaczająca słuchacza właściwie zewsząd.

Kolejny utwór zdecydowanie zasługuje na osobny akapit. „Son of Man”, który jest pierwszym z dwóch lirycznych części „Messe”. Co ciekawe zaśpiewany przez Kristoffera Rygga tekst nie znalazł się w książeczce. Za to można go zobaczyć… z tyłu całego wydawnictwa. W końcu dowiadujemy się też o czym płyta taktuje. Liczne apostrofy do boga, prośba o odpuszczenie grzechów – temat wpasowany w podniosłość i teatralność kompozycji. Zaczyna się ona od spokojnej i stonowanej intonacji by w trakcie nabierać rozpędu i tworzyć wrażenie przedstawienia – tutaj wyobraźnia naprawdę wiele potrafi zdziałać. Utwór ten raczej należy „przeżyć” niż tylko wysłuchać. Idealna gra na emocjach to w tym momencie dopracowany do perfekcji element muzyki Ulvera. Idąc dalej: „Noche Oscura Del Alma” wydawałoby się wyciszeniem po przejmującym zakończeniu modlitwy z „Son of Man”, ale nie dane nam będzie dłuższe wytchnienie. Kolejnym przeżyciem okaże się podróż poprzez równie dopracowany i przeszywający utwór. Znów klimatyczne mistrzostwo. Zaś ostatnia część – „Mother of Mercy” – to – równoległa do poprzedniej – apostrofa do boskiej matki. Podmiot stara się znaleźć wyzwolenie w jej miłosierdziu, przez co sama kompozycja jest najbardziej spokojna, na tle całości: wręcz pozytywna. Zostaniemy też przeniesieni na modlitwę pokutną, by łagodne zakończenie spowodowało w nas znów zapytanie: kim tak naprawdę jesteśmy?

Jestem przekonany, że nie jest to album to częstego słuchania. Ba, wręcz prawdopodobnie będzie się kurzył czasem na półce. Ale nie potrafię go w swojej głowie uznać za po prostu zbiór piosenek. Dla mnie kojarzy się on z jakąś pełną wizją artystyczną, która nie może dziać się bez pełnego zaangażowania słuchacza. W tym ujęciu „Messe I.X-VI.X” jest wyjątkowy, ale ile osób będzie potrafiło przeżyć to we właściwy sposób? Nie mam pojęcia czy sam to dobrze robię.

Ocena albumu: 4

Ulver - Messe I.X-VI.X
Prezentacja
Ulver - Messe I.X-VI.X
Bok
Ulver - Messe I.X-VI.X
Środek
Ulver - Messe I.X-VI.X
Tył
Ulver - Messe I.X-VI.X
Czerń płyty
Ulver - Messe I.X-VI.X
Książeczka – „Plakat”
Ulver - Messe I.X-VI.X
Druga strona plakatu
Barcode / Kod kreskowy 802644826721
Wytwórnia Jester Record / Kscope Music
Nr. Katalogowy KSCOPE267
Wydawnictwo zawiera Książeczkę-plakat, płytę w kopercie, mini-vinyl replikę jako opakowanie
Ocena Ocena za wydanieOcena za wydanie
Reklamy

Tim Bowness / Peter Chilvers – California, Norfolk (2cd, digibook, reedycja 2013) – 2002

Nigdy nie zostałem rozczarowany przez jakąkolwiek twórczość czy projekt, w który byłby zaangażowany Tim Bowness, a sama jego postać kojarzy mi się równie pozytywnie. Dosyć niedawno wypuszczona została reedycja jednego z albumów, w którym uczestniczył – nagrana wraz z Peterem Chilversem („nieznanego” chociażby z kolaboracji z Brianem Eno). Niewiele potrzebowałem by spróbować Kalifornii okiem tych dwóch panów.

Choć w pewnym stopniu wiedziałem, czego mam się spodziewać: raczej przygaszonej, wolnej płyty, to jednak samo odkrycie stylu jakim operuje Chilvers jest niezwykle satysfakcjonujące. Jego ambientowe melodie, klawisze, powtarzające się dźwięki, minimalizm w pełnym rozkwicie – zdecydowanie warto się w nie zaopatrzyć podczas spaceru po miejskiej dżungli. Wokale Bownessa są niezbyt zaskakujące, ale nikt chyba tego nie oczekiwał, szczególnie ja. Wpisały się w tą konwencję wręcz idealnie.

„California, Norfolk” nie obfituje specjalnie w jakieś „przeboje” czy inne „hity”. Jedynym utworem, który mógłby się przebić do radia czy na potencjalnego singla to „Post-Its” z zapadającym w ucho refrenem i dosyć prosto skrojoną „podstawą” utworu. Natomiast cała reszta wydaje się być niezwykle równa. Proszę tylko nie mylić tego z brakiem różnorodności. Bo choć sam album kręci się w okół raczej jednej spójnej konwencji to każdy następny „numer” oferuje coś innego.

Stworzenie długiego i dobrego utworu to sztuka, którą niezwykle sobie cenię. Dlatego jestem pod niezwykłym wrażeniem „dziesięciominutówki” pochodzącej z kolaboracji. „Winter With You” to fenomenalne połączenie powolnego rozbudowywania utworu, wracających motywów, pięknych słów i olbrzymiej dawki smutku. Szczególnie piorunujący efekt jest dostępny na drugim dysku dołączonym do wydawnictwa (które zostało uznane jako „deluxe”), gdzie znalazła się wersja alternatywna utworu. Nie dość, że została jeszcze wydłużona, to głównym elementem ją tworzącym są mrożące dźwięki smyczko-podobne. Jest to bezsprzecznie najmocniejszy punkt wydawnictwa, za który należą się owacje na stojąco.

Oprócz tego na dodatkowym dysku znaleźć można wiele innych wersji alternatywnych, które często wcale nie są gorsze: warto więc przedłużyć sobie obcowanie z albumem. Starczyło również miejsca dla B-side’ów i kilku utworów wykonanych na żywo. Całość została opakowana Digibookiem w rozmiarze DVD i tradycyjnie wylewnymi notatkami od Tima. Choć oprawa graficzna jest skromna to podoba mi się. Dla pierwszych iluś-tam osób zamawiających dorzucono również dwie pocztówki, w tym jedna podpisana przez artystów.

Ocena albumu: 4

Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Okładka
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Pierwsze strony
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Bogaty opis historii albumu
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
…a także znaczenie pojedynczych autorów.
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Książeczka i kilka fotografii
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Bok
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Tył
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Dwie pocztówki dołączane do wydawnictwa
Tim Bowness / Peter Chilvers - California, Norfolk
Ta z „Californią” podpisana przez obu artystów
Barcode / Kod kreskowy =
Wytwórnia Burning Shed
Nr. Katalogowy =
Wydawnictwo zawiera Digibook wielkości DVD, 2 płyty CD, 2 pocztówki (w tym jedna podpisana przez obu artystów)
Ocena

Ocena za wydanieOcena za wydanieOcena za wydanie

Ulver – Shadows of the Sun (cd, jewelcase) – 2007

Kolejny zespół, który odkryłem od trochę złej strony – bo od nowości. „Wars of the Roses” miało coś urokliwego w sobie, ale jak się później okazało – jest to tak naprawdę cień po wcześniejszych dokonaniach.  (taka mała aluzyjka do tytułu płyty) 😉 Ulver w końcu nieźle żonglował gatunkami, startując od metalu (co zagwarantowało im recenzje w metalowych zinach czy pismach do dziś, choć od kilkunastu lat w takim stylu nie grali…), ambientując sporo, nie zapominając o elektronice.

„Shadows of the Sun” jest zapisem niecałych 40 minut pięknej, spokojnej, mrocznej, dopracowanej muzyki. Niby to jedno-zdaniowe podsumowanie całości, ale w końcu tak wiele w nim prawdy. Pamiętać należy również, że z krążkiem wcale nie tak łatwo jest się oswoić. Początkowe próby przesłuchania całości spełzają na niczym, a jedyne co w pewnej swojej piosenkowatości (ale pamiętajmy: ambientowej i mrocznej w dalszym ciągu) zostają na dłużej w umyśle to chyba „All the Love” oraz genialny cover „Solitude” (Black Sabbathu). Ten pierwszy utwór to piękne połączenie klawiszy, bardzo oszczędnej, ale idealnie wpasowanej perkusji oraz bliżej nieokreślonego instrumentu dętego, który przewija się gdzieś w pejzażach przez cały album – potęgując wrażenie spójności. „Solitude” to zaś wyolbrzymienie całej melancholii zawartej w Sabathowym utworze. Oparcie go na fundamentach albumu sprawiło, że piosenka stała się niezwykle Ulverowa, a łagodne linie basu połączone z najlepszym momentem wokalu na całej płycie oraz wspomnianą „trąbką” w tle… daje to wszystko niewiarygodny efekt.

Przypominam, że to dopiero pierwsze przesłuchanie! A przez najbliższe kilkadziesiąt „Shadows of the Sun” ma wciąż coś nowego, wcześniej ukrytego do zaoferowania. Szkoda, że nie jest to dzieło bez wad. Największym są chyba dość proste, oczywiste i po prostu niezbyt pasujące teksty, które w niektórych miejscach potrafią skutecznie popsuć klimat. Bo sam głos wokalisty Kristoffera Rygga pasuje idealnie. Ale z takich „rzucających się w ucho” minusów to chyba najważniejszy. Oczywiście album z całego serca polecam na „nocne posiedzenia”.

Została użyta właściwie jedna grafika, która wylądowała na okładce. Reszta to minimalistyczne przedstawienie tekstów na grubym papierze. Wygląda to bardzo fajnie, choć bez rewelacji. Jestem ciekaw wersji limitowanej, ale ona niestety jest raczej poza moim zasięgiem…

Ocena albumu: 4

Ulver - Shadows of the Sun
Okładka
Ulver - Shadows of the Sun
Bok
Ulver - Shadows of the Sun
Środek
Ulver - Shadows of the Sun
Książeczka
Ulver - Shadows of the Sun
Książeczka
Ulver - Shadows of the Sun
Książeczka
Ulver - Shadows of the Sun
Tył
Barcode / Kod kreskowy 803341229617
Wytwórnia Jester Record
Nr. Katalogowy TRICK041
Wydawnictwo zawiera 12-stronicowa książeczka, płytę, jewelcase
Ocena Ocena za wydanieOcena za wydanie

Riverside – Shrine of New Generation Slaves (2cd, digibook) – 2013

Rozwój i karierę Riverside śledzę już od pewnego czasu. Najbardziej upodobałem sobie pierwszy album – „Out of Myself„, ale później również nie schodzili poniżej pewnego, zaskakująco wysokiego poziomu jak na polski band. Ale coś wisiało w powietrzu – dlatego gdy usłyszałem po raz pierwszy singla „Celebrity Touch”, który został wypuszczony do sieci jakiś czas przed premierą albumu – poczułem się tak „podjarany” jak kiedyś, gdy oczekiwałem na „Grace for Drowning” Stevena Wilsona. Trochę mnie dziwiło, gdy odkryłem, że bardziej czekam na nowy album Riverside’u, a nie (w końcu mojego ulubionego artysty!) Wilsona… Jak się okazało „The Raven that Refused to Sing” jest bardzo porządnym albumem, ale jednak to „coś”, co znalazłem w „SONGS” Riverside’u rzuciło mnie wręcz na kolana. I to trochę od odwrotnej strony – bo najpierw złapałem się za dodatkowy dysk, dołączany do specjalnej edycji w digibooku. 22 minuty instrumentalnej muzyki ambientowej w bardzo podobnym stylu do Lunatic Soul, choć może z nieco innym klimatem… A przecież najlepsze miało dopiero nastąpić! Dokładniej: najlepsza płyta Riverside kiedykolwiek. Kompozycyjnie, klimatycznie, produkcyjnie… Jest ona również nieco spokojniejsza niż poprzednie dokonania zespołu, dlatego myślę, że bez problemu mogą się jej „dotknąć” osoby nie przepadające za mocniejszym uderzeniem. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem dumny, że współczesnemu zespołowi udało się nagrać tak udany krążek! Postanowiłem dać mu cztery gwiazdki – ale zaprawdę powiadam Wam – to są naprawdę bardzo, bardzo mocne cztery gwiazdki! Mocno się zastanawiałem nad oceną 4.5, ale kto wie… Zobaczymy jak będę odbierał album za jakiś czas.

Zaś wydanie jest niemalże równie spektakularne jak zawartość muzyczna. Gruby digibook z 32 stronami artów – bez żadnych przerw czy wypełniaczy! – przygotowanych przez Travisa Smitha. Choć wiadomo, że owy grafik zawsze trzyma poziom – tym razem wybił się na wyżyny swoich umiejętności! Oprawa graficzna jest więc zachwycająca. Niestety o wiele gorzej wyszedł teledysk (radzę po prostu go nie oglądać). Jako, że płytę wydał nasz rodzimy Mystic – cena też nie wygórowana! A już na pewno nie za tak piękne wydanie.

Ocena albumu: 4

Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Prezentacja
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Bok
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Pierwsza płyta
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Książeczka
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Książeczka
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Książeczka
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Książeczka
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Książeczka
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Druga płyta
Riverside - Shrine of New Generation Slaves
Tył
Barcode / Kod kreskowy 5903427875914
Wytwórnia Mystic Production
Nr. Katalogowy MYSTCD 231
Wydawnictwo zawiera 32-stronicowy, gruby digibook z matowym, porządnym papierem oraz dwoma trayami po bokach, 2 płyty CD
Ocena Ocena za wydanieOcena za wydanieOcena za wydanie

Ambeon – Fate of a Dreamer Expanded Edition (2cd, digipak, reedycja 2012) – 2001

Arjen Lucassen miał kontakt z masą różnych wokalistów, instrumentalistów – ogólnie z szeroko pojętym światkiem muzycznym. Ale najwyraźniej 15-letnia Astrid van der Veen miała w sobie coś wyjątkowego, co zaowocowało albumem „Fate of a Dreamer” w 2001 roku. Nazwa projektu mówi całkiem sporo – jest to połączenie słów Ayreon i ambient. Kompozycje na „Fate of a Dreamer” składają się tak naprawdę z różnych powycinanych, pozmienianych… najróżniejszych fragmentów poprzednich płyt Arjena wydanych właśnie pod szyldem Ayreon. A termin ambient wziął się stąd, że muzyka w większości została pozbawiona metalowych czy rockowych elementów, pozostawiając jedynie swoiste tło dźwiękowe, w którym miała się popisać młoda wokalistka. Co tu dużo mówić – jest po prostu genialna. Nie wiem jakim cudem w takim wieku potrafiła tak zaśpiewać, ale wielkie brawa dla niej. Aż szkoda, że zrezygnowała z muzyki (ale przynajmniej została w sztuce: według ostatnich informacji pała się malarstwem)… Ten album mógłby być naprawdę świetny, ale w uszy mnie kole jedna rzecz: po prostu te wszystkie melodie już słyszałem w Ayreon. To trochę osłabiło odbiór tej, skądinąd bardzo dobrej płyty.

Pierwsze wydanie albumu 2001 roku po pewnym czasie „wyszło”. Tak, że cena wzrosła do dość wysokiego poziomu. Być może dlatego Lucassen postanowił wypuścić reedycję w 2012. Oprócz podstawowego albumu otrzymaliśmy kilka bonus tracków (radio-edit i remix, nic ciekawego) a także drugą płytę CD, która jest jeszcze większą ciekawostką dla fanów muzyka. Jest to zapis studyjnej sesji, w której w skromnym towarzystwie odegrane zostały utwory z „Fate of a Dreamer” i płyt Ayreon. Niby nic, ale cieszy! Szczególnie że i tutaj Astrid wymiata.

„Expanded Edition” zostało wydane w 3-płatowym digipaku wraz z nową okładką (miałem napisać, że jest nieco pretensjonalna, ale cofam to po zobaczeniu oryginalnej). Design ujdzie w tłoku, ale z drugiej strony jestem pewien że grafik i tak się postarał, żeby jakoś zaprezentować dość stare materiały w zjadliwej wersji.

Ocena albumu: 3+

Ambeon - Fate of a Dreamer
Prezentacja
Ambeon - Fate of a Dreamer
Środek
Ambeon - Fate of a Dreamer
Okładka
Ambeon - Fate of a Dreamer
Bok
Ambeon - Fate of a Dreamer
Książeczka
Ambeon - Fate of a Dreamer
Książeczka
Ambeon - Fate of a Dreamer
Książeczka
Ambeon - Fate of a Dreamer
Książeczka
Ambeon - Fate of a Dreamer
Tył
Barcode / Kod kreskowy 8712488986166
Wytwórnia Transmission
Nr. Katalogowy TMD-070
Wydawnictwo zawiera Trzypłatowy digipak, płytę czarną z dwóch stron
Ocena

Ocena za wydanieOcena za wydanie

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today is OK (cd, digipak) – 2005

Múm to jeden z bardziej znanych islandzkich zespołów (pomijając oczywiście Sigur Rós). Ich debiut to zbiór dość nietuzinkowej, elektronicznej muzyki. Osobiście przypomina mi trochę utwory 8-bitowe, charakterystyczne dla demosceny… Ale przecież to całkiem co innego. Wszystko opiera się na miłych, wręcz słodkich melodiach, czasem tajemniczych i mistycznych. W połączeniu z dziwnymi bitami daje to wrażenia niezwykłej wyjątkowości.Może ten album to tylko ciekawostka, ale za to jaka! Dopiero następne krążki zespołu stały się bardziej konwencjonalne…

Wydanie to cieniutki digipak. Design poprawny, ale nie porywający. Za to urzekł mnie kompletnie napis: „We would like to be your friends: <email>”.

Múm - Yesterday Was Dramatic - Today is OK
Prezentacja
Múm - Yesterday Was Dramatic - Today is OK
Przód
Múm - Yesterday Was Dramatic - Today is OK
Środek
Múm - Yesterday Was Dramatic - Today is OK
Bok
Múm - Yesterday Was Dramatic - Today is OK
Tył
Barcode / Kod kreskowy 880918005829
Wytwórnia morr music
Nr. Katalogowy brak
Wydawnictwo zawiera Trzypłatowy, cienki digipak, płytę
Ocena

Ocena za wydanie

Porcupine Tree – Recordings (cd, digibook, reedycja 2010) – 2001

Utwory, które powstały jako odrzuty z sesji (lub bardziej politycznie poprawnie: jako b-side’y) potrafią trzymać najróżniejszy poziom. Zazwyczaj są one dobre, choć nieco gorsze od głównego dania, jakim jest album. Ale co zrobić z tymi, które okazały się tak udane, że stworzyły wręcz dodatkowy, nieco mniej spopularyzowaną płytę długogrającą? Tak właśnie było w przypadku „Recordings” Porcupine Tree. Same albumy – Stupid Dream i Lightbulb Sun, z których sesji nagraniowych pochodzi zawartość omawianej kompilacji, były niesamowicie dobre. Co prawda nie ma zgody w środowisku wiernych fanów, który z nich jest lepszy, ale nie o to teraz chodzi. Bo wydana „gratka” dla fanów w 2001 roku szybko się wyprzedała i stała się na długi czas wyprzedanym i niedostępnym nigdzie wydawnictwem. Dopiero Kscope Music wydało reedycję w 2010, którą posiadam. Dlaczego „Nagrania” zdobyły taką popularność?

Na tej płycie jest wszystko, czego potrzeba by zostać fanem Porcupine Tree. Dwa bardzo długie utwory: „Buying New Soul” i wydłużona wersja pierwszej piosenki ze Stupid Dream – „Even Less”, krótkie, fajne piosenki: „Access Denied”, „In Formaldehyde”, „Disappear” czy nawet przypominające niektóre dokonania Briana Eno nieco ambientowe „Untitled” i „Cure for Optimism”. Wszystkie utwory zebrane obok siebie stworzyły taką genialną całość, że w sumie „Recordings” to jedna z najlepszych płyt autorstwa Wilsona i spółki.

Jedyny problem to taki, że utwory zostały pododawane w różnych miejscach jako bonusy. Posiadając wcześniej trochę innych albumów zespołu, połowę tych utworów już miałem porozrzucanych na innych dyskach. Niemniej jednak wydawnictwo jest niesamowite.

Kscope’owa reedycja została wydana w 12-stronicowym digibooku. Design nie powala, ale w końcu jest skopiowany z pierwszego wydania. No i całe szczęście, że obyło się bez remasterowania czegokolwiek.

Ocena albumu: 4+

Porcupine Tree - Recordings Digibook
Prezentacja
Porcupine Tree - Recordings Digibook
Bok
Porcupine Tree - Recordings Digibook
Książeczka
Porcupine Tree - Recordings Digibook
Książeczka
Porcupine Tree - Recordings Digibook
Książeczka
Porcupine Tree - Recordings Digibook
Książeczka
Porcupine Tree - Recordings Digibook
Płyta
Porcupine Tree - Recordings Digibook
Tył
Barcode / Kod kreskowy 802644713427
Wytwórnia Kscope Music
Nr. Katalogowy KSCOPE134
Wydawnictwo zawiera 12-stronicowy digibook, płytę
Ocena

Ocena za wydanieOcena za wydanie