Archiwa tagu: No-Man

No-Man – Flowermouth (cd, super jewelbox, reedycja 2005) – 1993

Kolejna znakomita płyta no-man. Ileż można? Mam nadzieję, że bez końca. Ale jej odbiór miałem o tyle utrudniony, że przez większość czasu nie doceniałem jej sporej części. Jednak powinno to być wybaczalne, gdyż dwa utwory – pierwszy i ostatni – to coś na tyle szczególnego, że trzeba im poświęcić osobne akapity.

„Angel Gets Caught in the Beauty Trap” jest niczym romantyczna epopeja muzyczna w dzisiejszych czasach. To potężny i rozbudowany 10-minutowy utwór. Co prawda na tym blogu już nie raz mięliśmy do czynienia z o wiele dłuższymi progresywnymi zawirowaniami, ale „intro” z „Flowermouth” to zupełnie inna beczka miodu. Po pierwsze instrumentarium jest niezwykle bogate (mają tu zasługi zaproszeni goście tacy jak Robert Fripp (!), Richard Barberi, Steve Jansen czy inni), ale zostało ono wykorzystane w bardzo umiejętny sposób, a wszystko zostało niezwykle dopracowane. Dzięki temu przy każdej okazji możemy usłyszeć coś nowego, albo poznać utwór z nieco innej strony. Po drugie: mamy tu do czynienia z sytuacją, w której zarówno głos jak i osobowość Tima Bownessa nie tyle pasuje do muzyki, ale wydaje się być dla niej stworzona. Wypada on tu wyśmienicie. Ostatnią rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę to podzielenie „Angel Gets…” na kilka fragmentów, które inaczej oddziaływają na słuchacza, nie zmieniając kompozycji tak drastycznie, by wciąż czuć, że to wciąż ten sam utwór. Tak mocno intryguje, że każde kolejne przesłuchanie to nowe doznania… Z tego co usłyszałem od Tima Bownessa podczas krótkiej rozmowy z nim „Angel Gets…” to jeden z tych utworów, które powstały stosunkowo dawno, a później były rozbudowywane, zmieniane i ulepszane (sporo kluczowych piosenek no-man miało podobny proces twórczy). Kto wie, może jeszcze kiedyś usłyszymy jakąś „nowszą” wersję? Bo na Youtube dostępna jest w nieco innym mixie, ale wcale nie brzmiąca jak demo, która zaintrygowała mnie równie mocno, co wersja albumowa.

Drugi z utworów to „Things Change”, który w kontekście płyty jest czymś zupełnie z innej beczki (te beczkowe aluzje się dziś mnie trzymają jak nie wiem co…). Brzmi on raczej jak piosenka nowszego okresu zespołu – łagodne, powolne, piękne dźwięki syntezatorów i gitary, długie budowanie nastroju… Tym co wyróżnia „zmieniające się rzeczy” to chyba eksplozja tego wszystkiego, co zbierało się przez pierwsze cztery i pół minuty w niemalże post-rockowy sposób. Tylko tutaj załatwiono to przyspieszeniem utworu, oraz szaleńczymi popisami na perkusji oraz… skrzypcach elektrycznych. Długo mi zeszło by dojść do tego, że to nie jest gitara. Końcówka tak mocno dowala w „thingsy” w głowie, że nigdy nie czuję niedosytu po przesłuchaniu tego krążka (a przypomnijmy, że jest to utwór zamykający). Swoją drogą, ciekawe czy ktoś się tutaj inspirował no-manem pisząc piosenkę, również traktującą o tym, że wszystko się zmienia? (Link) 😀

I o tyle by docenić dwa wyżej wspomniane dzieła problemu większego nie miałem, to z całą resztą już troszkę większy. Pozostałe 7 utworów utrzymane jest w podobnej stylistyce trip-rockowej i elektronicznej, i w mojej ocenie o wiele trudniej się z nimi zaprzyjaźnić. Potrzebowałem trochę czasu by zrozumieć koncept, jakim kierowali się twórcy. Ale szczęśliwie mi się udało. Kupując płytę nie miałem wrażenia, że robię to tylko dla dwóch utworów, bo cała płyta jest naprawdę wybitna. Ale pozostawię Wam resztę już do samodzielnego odkrycia 🙂

Wydanie, które posiadam to reedycja z 2005 roku. Zawiera ona tylko 12 stronicową książeczkę i płytę, zapakowane w Super Jewelbox. Szczególnie upodobałem sobie art z okładki (który stał się moim avatarem tu i ówdzie), a pozostałe są utrzymane w podobnej konwencji kwiatowej (proszę tylko by nikomu nie zachciało się oglądać teledysku do „You Grow More Beautiful, który co prawda jest kwiatowy, ale… Nie.) Aleph Studio, które zaprojektowało od nowa wygląd czerpało grafiki z oryginalnego wydania z roku 1993 wytwórni One Little Indian Ltd., które z tego co można wyczytać z tyłu opakowania, do dziś rości sobie prawa do muzyki. Nie było tych grafik zbyt wiele, ale całość została przystosowana na dzisiejsze warunki w sposób poprawny. Oprócz tego, moja wersja otrzymała dwa dodatkowe utwory: „Angeldust” to jedno z próbnych wersji czy też dem „Angel Gets…”, które idealnie pokazuje, jak bardzo ten utwór mógłby być zły. Zaś „Born Simple” to 12-minutowy pejzaż ambientowy, utrzymany w mrocznym i przejmującym stylu.

Ocena albumu: 4

No-Man - Flowermouth
Prezentacja wydawnictwa
No-Man - Flowermouth
Tył
No-Man - Flowermouth
Środek
No-Man - Flowermouth
Bok
No-Man - Flowermouth
Książeczka – jak zwykle bogate opisy pióra Tima.
No-Man - Flowermouth
Co prawda nie ma w niej zbyt wielu artów.
No-Man - Flowermouth
Teksty i zdjęcie zespołu.
Barcode / Kod kreskowy 802644711126
Wytwórnia Kscope Music
Nr. Katalogowy kscope111x
Wydawnictwo zawiera Super jewelbox, 12 stronicową książeczkę, płytę
Ocena Ocena za wydanie
Reklamy

[Bilet] Steven Wilson – Kraków, Hala Wisły, 21.10.2011

Koncerty, koncerty, koncerty! Co prawda nie byłem póki co na zbyt wielu, ale tendencja obraca się w dobrą stronę. Z tej okazji rozpoczynam nowy dział: bilety z koncertów, oczywiście okraszone krótkim tekstem na temat wydarzenia.

Żeby podział sił w kosmosie został zachowany, zacznę od opisu pierwszego koncertu solowego (no, prawie – gdy zobaczyli popularność, z jaką sprzedają się „krakowskie” bilety, dzień wcześniej dołożyli Poznań) Stevena Wilsona, jaki w ogóle miał miejsce.

Oczywiście nie występował on sam, ale wraz ze swoją drużyną, która okazała się bardzo dobrze zgrana. Szczególnie wybijali się Nick Beggs, który wczuł się w show aż za bardzo (chodziły plotki, że występ zmieni nazwę ze „An Evening with Steven Wilson” na „Nick Beggs Show”), odpowiedzialny za (często dość dziwne!) instrumenty basowe, a także Marco Minnemanna, który swoją energią wspomógł koncert, grając na perkusji. Jeśli chodzi o ekipę, to przyczepić bym mógł się tylko do Aziza Ibrahima, który grał na gitarze – jego solówki to było nic specjalnego, żeby nie powiedzieć, że były po prostu kiepskie.

Po dotarciu na miejsce siedzące, za które należało dopłacić 30 zł, zorientowałem się, że właśnie wyrzuciłem te pieniądze w błoto. Dodatkowo z politowaniem patrzyłem na kilka osób, które z biletami VIP miały miejsca jeszcze gorsze od nas. Prawda była taka, że najlepiej było po prostu stać na płycie. No ale przynajmniej mam zaliczone dość unikatowe wrażenie „obserwowania” wydarzenia z pewnego dystansu.

A sam początek był bardzo klimatyczny. Przygaszone światła plus mroczne wizualizacje Lasse Hoilego na samym początku. Co prawda do rozpoczęcia samego koncertu trzeba było poczekać z dobrą godzinę, ale ten czas zawsze można było poświęcić na słuchanie różnych panów, którzy się sprzeczali, która płyta jest dobra, a który zespół już się sprzedał.

Pojedynczych wykonów chyba nie ma co opisywać, dlatego wystarczy, że zapiszę, co tak naprawdę utkwiło w mojej głowie.

Choć „Raider II” w wersji studyjnej mnie osobiście nie powalił to zrewanżował się właśnie na tym koncercie. Rozbudowany, donośny dźwięk to według mnie to, czego brakowało temu utworowi. Wychodzi więc na to, że jeśli ktoś chce doświadczyć go w całości, musi się udać na występ Wilsona i spółki. Początkowy „No Twilight Within the Courts of the Sun” zwalał z nóg, ale to w sumie nie było takie trudne, gdyż ten z „Insurgentes” robi to samo. Niezwykle ciekawie wyszło również „Veneno Para Las Hadas”, które było jakby powolną ostoją w środku szybkiego progresywnego grania. Jeśli chodzi o stronę wizualną to chyba najlepiej wypadła gra świateł i półprzeźroczystej zasłony wraz z wizualizacjami w utworze „Index”.

Jako ciekawostkę można dodać, że chóry oraz efekty, które musiały zostać puszczone z taśmy (bo były po prostu nie do odegrania na miejscu) poszły z dodatkowych głośników, ustawionych z tyłu sali, co dało naprawdę niezłe wrażenie przestrzenności, w nie tak wielkiej przecież Hali Wisły.

Podsumowując: Wilsona zobaczyć naprawdę warto. Spora ilość wrażeń do zapamiętania gwarantowana.

No Twilight Within the Courts of the Sun
Index
Deform to Form a Star
Sectarian
Postcard
Remainder the Black Dog
Harmony Korine
Abandoner
Like Dust I Have Cleared From My Eye
No Part of Me
Veneno Para Las Hadas
Raider II

Get All You Deserve

An Evening with Steven Wilson
Przód biletu
An Evening with Steven Wilson
Tył biletu
Organizator Rock-Serwis
Cena biletu 140 zł (miejsca siedzące)
Support

No-Man – Mixtaped (2dvd, dvd-super jewelbox) – 2009

No-Man to zespół pełny bardzo różnych od siebie albumów, bez tak naprawdę większych sukcesów komercyjnych. Koncertów w swojej karierze nie dał zbyt wiele, dlatego każdy z nich to cenny materiał. „Mixtaped” to pewna próba zebrania całej twórczości artystycznej zespołu. Pomijając już przekrojową tracklistę koncertu, do którego wrócę za chwilę, bo ja osobiście odbiór wydawnictwa zacząłem od drugiego dysku, gdzie daniem głównym jest film „Returning”.

Stali czytelnicy wiedzą, że zazwyczaj pomijam tego typu filmy zwieńczeniem „nudne” czy innym, równie krótkim. Ale „Returning” to nie tyle making-off jakiejś płyty czy samego koncertu, co dokument z krwi i kości (jest nawet narratorka!) o historii dosyć tajemniczego, wciąż zmieniającego swoje oblicza zespołu. Choć nadal jest to materiał tylko dla wierniejszych fanów, to jest tu widoczne niezwykłe zaangażowanie muzyków i innych osób, które były w jakiś sposób związane z formacją. Pasja sprawia, że wywiady ogląda się z pewną dozą przyjemności. A między nimi otworzono przed nami archiwum zespołu: masę starych zdjęć czy nawet występów, których przecież nie było za dużo. Należy zauważyć, że Tim i Steven są z nami szczerzy na tyle, by przyznać się do porażek, ale też by zauważyć swoje sukcesy. Nie silono się jednak na jakieś artystyczne pokazanie procesu twórczego, co często przeszkadza w odbiorze takich dokumentów. Tak więc ta część jak najbardziej na plus.

Oprócz półtoragodzinnego (!) filmu na drugim dysku zmieściły się także teledyski – w sumie aż pięć. Cóż tu dużo mówić, zespół nigdy nie miał zbyt wysokich funduszy, więc widać to bez wątpienia. Niezwykłe potworki wyszły spod rąk reżysera Philip Ilsona, który wspominając je w „Returning” tylko sentymentalnie się uśmiecha, ale wątpię, że chciałby je pamiętać. Animacja 3D Neil Whitmana do „Back When You Were Beautiful” nie pasuje klimatycznie w żadnym stopniu do granej muzyki. Ale nie jest aż tak źle: „Colours” otrzymało bardzo dobrze zrobione wideo, w której główną rolę otrzymała gra świateł. Również animacja do miniaturki „The Ballet Beast” wyszła bardzo fajnie.

Ale przejdźmy teraz do najważniejszej części wydawnictwa, czyli koncertu zarejestrowanego londyńskiej Bush Hall w 2008 roku. Po kilkukrotnym wysłuchaniu koncertu wrażenia mam dość ambiwalentne, ale jednak z przewagą na pozytywne aspekty. Sam początek powala: o wiele smutniejsza i wolniejsza wersja niż studyjna „Only Rain” przechodzi w niesamowicie energetyczne „Time Travel in Texas”. Później jest utwór z najnowszej płyty „All Sweet Things”, który już dawno mi się znudził, a ta wersja prawie w niczym nie odbiega od studyjnej. „Pretty Genius” to piosenka, która chyba za każdym razem brzmi niezwykle świeżo. Zaś nigdy nie mogłem się przekonać do „All the Blue Changes” live. Choć studyjna wersja to jeden z moich ulubionych utworów zespołu, to na żywo traci gdzieś swój wyjątkowy klimat, kończąc się średnio-znośnym szumem. Mógłbym tak dalej, ale lista utworów jest bardzo długa – a w zasadzie przez cały koncert zdarzają się genialne momenty („Day in the Trees”, „Mixtaped”), a także ewidentnie schrzanione („Returning Jesus”, „Truenorth”).

Choć do pojedynczych utworów mogę mieć jakieś zastrzeżenia to jednak całościowo naprawdę warto mieć „Mixtaped” w kolekcji. Chociażby ze względu na to, że No-Man bardzo rzadko koncertuje, a jest to zespół, który mimo nie przebicia się do mainstreamu, stworzył naprawdę ważne płyty. A sam klimat koncertu daje poczucie wyjątkowości tego wydarzenia. Publiczność jest równie zafascynowana jak ja sam na jedynym póki co koncercie No-Mana w Polsce, więc w pełni to rozumiem 😉

Ocena albumu: 3+

No-Man - Mixtaped
Przód
No-Man - Mixtaped
Bok
No-Man - Mixtaped
Środek i dwie płyty
No-Man - Mixtaped
Książeczka
No-Man - Mixtaped
Tył
Barcode / Kod kreskowy 802644850573
Wytwórnia Kscope Music
Nr. Katalogowy Kscope505
Wydawnictwo zawiera Super Jewelbox wielkości DVD, 4-stronicowa książeczka, 2 płyty DVD w tym samym trayu.
Ocena

Ocena za wydanie

No-Man – Wild Opera + Dry Cleaning Ray (2CD, digibook, reedycja 2010) – 1996/1997

Płyta już gościła na Płytomaniaku, tak więc recenzja jest do przeczytania w tym miejscu. Gdy udało mi się dorwać na aukcji wersję digibook, pozbyłem się poprzedniej (tzn. sprzedałem). Wydawnictwo nie różni się niemal niczym od poprzedniego – poza formą. Digibooki sprawiają wrażenie stabilności i są po prostu ładniejsze od jewelcase’ów czy super jewelboxów. Poza tym książeczka jest dokładnie taka sama. Ta wersja już jest wyprzedana we wszystkich miejscach i można dorwać ją tylko tak jak ja to zrobiłem – na aukcjach.

Ocena albumu: 4+

No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Prezentacja
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Bok
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Płyta i początek digibooka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray Digibook
Tył
Barcode / Kod kreskowy 802644814926
Wytwórnia Kscope Music
Nr. Katalogowy kscope149
Wydawnictwo zawiera 16-stronicowy digibook, 2 płyty
Ocena Ocena za wydanieOcena za wydanieOcena za wydanie

No-Man – Returning Jesus (cd, jewelcase, reedycja 2002) – 2001

Może zacznę od krótkiej sprawy organizacyjnej, zanim będę musiał zmierzyć się z oceną pewnej niesamowitej płyty… Od dziś wprowadzam nowy system oceny za wydania. Poprzedni był trochę chaotyczny i nic z niego nie wynikało. 5-stopniowa skala będzie bardziej przejrzysta. Być może (gdy czas pozwoli) zastosuję ją w poprzednich wpisach.

Teraz już przejść do chyba najbardziej docenionej płyty duetu No-Man. Po licznych eksperymentach (chociażby takim), panowie w końcu znaleźli stylistykę, w której tak naprawdę trwają do dziś. Ich podróż była naprawdę niesamowicie ciekawa i kreatywna, ale jej zwieńczenie to już po prostu piękno w czystej postaci. Art rock w najpotężniejszym znaczeniu tego gatunku. Powolna, rozmarzona, czasem przerażająco smutna, czasem weselsza, zawsze nostalgiczna i niesamowita. Jeżeli ktoś pamięta Talk Talk i ich najlepsze płyty – tutaj poczuje się jak u siebie. Całości dopełnia przepiękny i wyjątkowo magiczny głos Tima Bownessa, który rozpływa się w uszach oszałamiając. Co ciekawe, wcale nie byłem na początku do tego krążka jakoś specjalnie przekonany. Jego piękno ujawnia się dopiero po pewnym czasie… Najlepszy album No-Man, ciężko napisać lepszą rekomendację.

Tak naprawdę wydanie niewiele by mogło zmienić w odbiorze płyty, którą trzeba słuchać w ogromnym skupieniu, potęgując swoje wrażenia słuchawkami i nocą. Nic w sumie dziwnego, że nie powala. Co prawda styl okładka pasuje po prostu idealnie i nie wiem jaki obraz mógłby lepiej pasować do „Returning Jesus”. Książeczka stety-niestety zawiera tylko 8 stron, w tym teksty i dwa zdjęcia. Można by było oczekiwać więcej, ale naprawdę nie wiem, co by mogło się w niej znaleźć… Posiadam reedycję, wydaną rok po premierze, w innej wytwórni (czyżby poprzednia się pokłóciła z artystami?). Wydanie nie różni się niczym (no, może poza informacjami o wytwórni właśnie) od „pierwszego”.

Ocena albumu: 4+

No-Man - Returning Jesus
Prezentacja
No-Man - Returning Jesus
Przód
No-Man - Returning Jesus
Środek
No-Man - Returning Jesus
Książeczka
No-Man - Returning Jesus
Książeczka
No-Man - Returning Jesus
Tył
Barcode / Kod kreskowy 5023693901626
Wytwórnia hidden art
Nr. Katalogowy hi-art116
Wydawnictwo zawiera Jewelcase, 8 stronicową książeczkę, płytę
Ocena

Ocena za wydanie

No-Man – Wild Opera + Dry Cleaning Ray (2CD, super jewelbox, reedycja 2010) – 1996/1997

Dość niefortunnie poznałem twórczość zespołu Wilsona i Bownessa trochę od tyłu – pierwszą ich płytą był „Schoolyard Ghosts” z 2008 roku, które w zasadzie definiuje nowego No-Mana. Całe szczęście, że z okazji krakowskiego koncertu duetu (choć obecnie ciężko nazwać zespół „duetem” – na koncertach występuje aż 6 osób) sięgnąłem głębiej. Pomijając przepiękne Returning Jesus, które też niedługo opiszę – trafiłem na o wiele bardziej eksperymentalną, wręcz trochę nieokiełznaną… bo w końcu dziką operę.

To co usłyszałem na samym początku, tak bardzo kłóciło się z dotychczasową wizją No-Mana, że się odbiłem od albumu na pewien czas. Jedynie „Pretty Genius” i „Taste my Dream” (ew. „Time Travel Texas”, które znałem już w kompletnie zmienionej wersji live) spodobały mi się od razu. Ale nie zraziłem się, a z czasem coraz bardziej dostrzegałem „Wild Operę” jako pełne dzieło. Wydawałoby się, że utwory nie mają ze sobą wiele wspólnego – ale mimo to łączy je pewien klimat niszowości, alternatywy (od najdziwniejszych dźwięków, przez trip-hop, do agresywnego „Radiant City” czy pięknego „My Revenge on Seattle”) i braku jakichkolwiek ograniczeń w procesie twórczym. Dlatego każda piosenka jest utrzymana w nieco innej konwencji. Tytuł więc idealnie pasuje do tego co widzimy – jest to album kompletny, gdzie mimo pewnej dozy chaosu i burzliwości – wszystko do siebie pasuje. Znakomity materiał. Ale to nie wszystko – na dodatkowym dysku dorzucono nam epkę „Dry Cleaning Ray” z kilkoma genialnymi demami i innym ciekawym materiałem – nie tylko dla zagorzałych fanów.

Słówko o wydaniu. Niestety wersja w 40-stronicowym digibooku jest wyprzedana (obecnie poluję na aukcjach), więc zainwestowałem w zwykłą wersję w super jewelboxie. Choć średnio lubię to opakowanie, trzeba przyznać że wygląda ładnie. W książeczce znajdziemy historię albumu, teksty utworów a także przeklimatyczne zdjęcia, utrzymane w konwencji „starych zdjęć z albumu rodzinnego” – spójrzcie na okładkę, coś pięknego! Między innymi dlatego żałuję, że nie mam jeszcze pełnej wersji. Jak uda mi się ją zdobyć z pewnością od razu o tym napiszę!

Edycja 10.02.2013 – Nie jestem już w posiadaniu wydawnictwa. Sprzedałem je, gdyż udało mi się znaleźć na aukcji wersję w digibooku. Niedługo ona też trafi na Płytomaniaka.

Ocena albumu: 4+

No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Przód
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Prezentacja
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Środek i płyty
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Tył
Barcode / Kod kreskowy 802644814926
Wytwórnia Kscope Music
Nr. Katalogowy kscope149
Wydawnictwo zawiera 2 płytowy Super jewelbox, 16 stronicową książeczkę, 2 płyty
Ocena Ocena za wydanieOcena za wydanie

No-Man – Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly (cd+dvd, digipak) – 2012

Jak rzadko No-Man koncertuje każdy zainteresowany wie, niektórzy wciąż nie mogą uwierzyć, że zagrali i u nas. A „Love and Endings” to już drugi zapis koncertu wydany oficjalnie. I mimo, że tracklista w pewnym stopniu pokrywa się z wydanym 3 lata wcześniej „Mixtaped”, to oba wydawnictwa warto mieć ze względu na ich różny charakter. „Love and Endings” to raczej coś w stylu oficjalnego bootlega, którego jacyś zapaleńcy postanowili nagrać dwiema lustrzankami – stąd wziął się obraz.

Wydanie limitowane prosto ze sklepu Burning Shed jest pakowane w digipak (w reszcie sklepów dostępne są tylko jewelcase’y) wraz z 4 stronicową książeczką z tekstami i notatkami na temat utworów.

No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Przód
No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Tył
No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Bok
No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Środek
No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Środek i płyty
No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Dodatkowa książeczka
No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Dodatkowa książeczka
No-Man - Love and Endings live at the Leamington Spa Assembly Digipak
Podpis Tima
Barcode / Kod kreskowy 5060164400110
Wytwórnia Burning Shed
Nr. Katalogowy bshed1201
Wydawnictwo zawiera 3-płatowy digipak, 4 stronicową książeczkę z podpisem Tima, 2 płyty
Ocena Ocena za wydanieOcena za wydanie