Archiwa tagu: Trip Rock

Cocteau Twins – Treasure (cd, jewelcase, reedycja 2002) – 1984

Ostatnio mam szczęście natrafiać na płyty, które od samego początku i pierwszych dźwięków uwalniają wszystkie emocje w nich zawarte, jednocześnie pamiętając by zostawić coś na kolejne i kolejne przesłuchania.

Jedną z nich było „Treasure”, które odkryłem w dosyć sztampowy sposób – trafiłem na zespół Cocteau Twins poprzez gościnny występ wokalistki Elizabeth Fraser na krążku „Mezzanine” Massive Attacku. Po krótkim obejrzeniu „co w Internecie piszczy” na temat grupy, szybki wybór padł na najbardziej doceniony krążek szkockich dream-poperów.

Nigdy wcześniej nie trafiłem na taki gatunek, ale jeżeli „Treasure” jest jego typowym przedstawicielem, to wcale mnie taka nazwa nie dziwi. Niezwykły, mistyczny, może nawet trochę gotycki, ale właśnie przede wszystkim rozmarzony klimat to chyba to, co jest największą siłą tego Skarbu. Tak, tak, nawet tytuł płyty jest trafiony już nawet nie tyle w „dziesiątkę” co w „jedynastkę”. Może i brzmi dosyć narcystycznie ze strony artystów, ale krążek naprawdę mocno kojarzy się z takim pięknym, oszlifowanym diamentem. A sama liczba twórców jest tak bardzo ograniczona do minimum, że jest ich w sumie sześciu (w tym jeden designer i dwóch inżynierów dźwięku). W swoim porozumieniu, udało im się stworzyć dzieło niezwykłe, nienurzące, pełne muzycznych zwrotów akcji, wszystko zamykając w spójnym koncepcie. Elizabeth Fraser posiada anielsko przepiękny głos i używa go w ciężki do opisania, kompletnie własny i nietypowy sposób, poruszając się jak Królowa po magicznych pejzażach dźwiękowych. Pełne są one eksperymentalnych gitar (głównie łagodnych). Jestem niezwykle zdumiony jak niewiele środków wyrazu trzeba było użyć by stworzyć taką przestrzeń dźwiękową. Zaś automaty perkusyjne, które zostały użyte (bądź sample – nie jestem pewien) od zawsze mnie rajcowały, i stanowią bazę dla unikalnego brzmienia zespołu.

Do czynienia mamy na płycie z mega-wpadającymi w ucho kompozycjami jak „Ivo”, agresywnymi manifestami („Persephone”), wesołymi, podnoszącymi na duchu utworami („Lorelei”). Znalazło się miejsce również na wręcz ambientową czterominutówkę – „Otterley”, oraz kwintesencję albumu w utworze zamykającym. I tutaj mógłbym dostrzec pierwszą wadę – po 40 minut czegoś tak pięknego… odczuwałem niedostyt. Wiem, że mamy do czynienia ze starannie wyselekcjonowanym materiałem, ale konieczne jest tutaj przesłuchanie płyty co najmniej kilkukrotne pod rząd. Można się więc domyślić, że zjawisko „przesłuchania” nadchodzi bardzo szybko. Na szczęście po przerwie można powrócić w ten pięknie wykreowany świat na nowo. Bez żadnych strat.

To, że prawdziwego Szkota ciężko zrozumieć, nawet jeśli mówi po angielsku – przekonałem się mieszkając w Wielkiej Brytanii. A teraz proszę sobie wyobrazić, że na „Treasure” nikt się nie wstydzi szkockiego akcentu, a wokalistka bawi się w gry słowne i przeinaczanie słów, przez co warstwy lirycznej po prostu nie rozumiem. Wręcz czuję się jak podczas słuchania Sigur Rósowego wymyślonego języka. Ale to wcale nie wpływa negatywnie na odbiór dzieła… Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest odwrotnie.

Niestety samo wydanie jest niezwykle ubogie. Okładka też mnie jakoś specjalnie nie powaliła, a w mojej reedycji jest wydrukowana w dosyć niskiej rozdzielczości, przez co wygląda trochę jak pirat. Zaś zamiast książeczki otrzymaliśmy karteczkę z listą utworów i w zasadzie tyle.

Ocena albumu: 4+

Cocteau Twins - Treasure
Okładka
Cocteau Twins - Treasure
Bok
Cocteau Twins - Treasure
Środek wydawnictwa
Cocteau Twins - Treasure
„Książeczka”, chociaż ciężko tą karteczkę tak nazwać…
Cocteau Twins - Treasure
Tył
Barcode / Kod kreskowy 652637041224
Wytwórnia 4AD
Nr. Katalogowy GAD 412 CD
Wydawnictwo zawiera Jewelcase, okładkę-karteczkę, płytę.
Ocena Ocena za wydanie
Reklamy

No-Man – Flowermouth (cd, super jewelbox, reedycja 2005) – 1993

Kolejna znakomita płyta no-man. Ileż można? Mam nadzieję, że bez końca. Ale jej odbiór miałem o tyle utrudniony, że przez większość czasu nie doceniałem jej sporej części. Jednak powinno to być wybaczalne, gdyż dwa utwory – pierwszy i ostatni – to coś na tyle szczególnego, że trzeba im poświęcić osobne akapity.

„Angel Gets Caught in the Beauty Trap” jest niczym romantyczna epopeja muzyczna w dzisiejszych czasach. To potężny i rozbudowany 10-minutowy utwór. Co prawda na tym blogu już nie raz mięliśmy do czynienia z o wiele dłuższymi progresywnymi zawirowaniami, ale „intro” z „Flowermouth” to zupełnie inna beczka miodu. Po pierwsze instrumentarium jest niezwykle bogate (mają tu zasługi zaproszeni goście tacy jak Robert Fripp (!), Richard Barberi, Steve Jansen czy inni), ale zostało ono wykorzystane w bardzo umiejętny sposób, a wszystko zostało niezwykle dopracowane. Dzięki temu przy każdej okazji możemy usłyszeć coś nowego, albo poznać utwór z nieco innej strony. Po drugie: mamy tu do czynienia z sytuacją, w której zarówno głos jak i osobowość Tima Bownessa nie tyle pasuje do muzyki, ale wydaje się być dla niej stworzona. Wypada on tu wyśmienicie. Ostatnią rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę to podzielenie „Angel Gets…” na kilka fragmentów, które inaczej oddziaływają na słuchacza, nie zmieniając kompozycji tak drastycznie, by wciąż czuć, że to wciąż ten sam utwór. Tak mocno intryguje, że każde kolejne przesłuchanie to nowe doznania… Z tego co usłyszałem od Tima Bownessa podczas krótkiej rozmowy z nim „Angel Gets…” to jeden z tych utworów, które powstały stosunkowo dawno, a później były rozbudowywane, zmieniane i ulepszane (sporo kluczowych piosenek no-man miało podobny proces twórczy). Kto wie, może jeszcze kiedyś usłyszymy jakąś „nowszą” wersję? Bo na Youtube dostępna jest w nieco innym mixie, ale wcale nie brzmiąca jak demo, która zaintrygowała mnie równie mocno, co wersja albumowa.

Drugi z utworów to „Things Change”, który w kontekście płyty jest czymś zupełnie z innej beczki (te beczkowe aluzje się dziś mnie trzymają jak nie wiem co…). Brzmi on raczej jak piosenka nowszego okresu zespołu – łagodne, powolne, piękne dźwięki syntezatorów i gitary, długie budowanie nastroju… Tym co wyróżnia „zmieniające się rzeczy” to chyba eksplozja tego wszystkiego, co zbierało się przez pierwsze cztery i pół minuty w niemalże post-rockowy sposób. Tylko tutaj załatwiono to przyspieszeniem utworu, oraz szaleńczymi popisami na perkusji oraz… skrzypcach elektrycznych. Długo mi zeszło by dojść do tego, że to nie jest gitara. Końcówka tak mocno dowala w „thingsy” w głowie, że nigdy nie czuję niedosytu po przesłuchaniu tego krążka (a przypomnijmy, że jest to utwór zamykający). Swoją drogą, ciekawe czy ktoś się tutaj inspirował no-manem pisząc piosenkę, również traktującą o tym, że wszystko się zmienia? (Link) 😀

I o tyle by docenić dwa wyżej wspomniane dzieła problemu większego nie miałem, to z całą resztą już troszkę większy. Pozostałe 7 utworów utrzymane jest w podobnej stylistyce trip-rockowej i elektronicznej, i w mojej ocenie o wiele trudniej się z nimi zaprzyjaźnić. Potrzebowałem trochę czasu by zrozumieć koncept, jakim kierowali się twórcy. Ale szczęśliwie mi się udało. Kupując płytę nie miałem wrażenia, że robię to tylko dla dwóch utworów, bo cała płyta jest naprawdę wybitna. Ale pozostawię Wam resztę już do samodzielnego odkrycia 🙂

Wydanie, które posiadam to reedycja z 2005 roku. Zawiera ona tylko 12 stronicową książeczkę i płytę, zapakowane w Super Jewelbox. Szczególnie upodobałem sobie art z okładki (który stał się moim avatarem tu i ówdzie), a pozostałe są utrzymane w podobnej konwencji kwiatowej (proszę tylko by nikomu nie zachciało się oglądać teledysku do „You Grow More Beautiful, który co prawda jest kwiatowy, ale… Nie.) Aleph Studio, które zaprojektowało od nowa wygląd czerpało grafiki z oryginalnego wydania z roku 1993 wytwórni One Little Indian Ltd., które z tego co można wyczytać z tyłu opakowania, do dziś rości sobie prawa do muzyki. Nie było tych grafik zbyt wiele, ale całość została przystosowana na dzisiejsze warunki w sposób poprawny. Oprócz tego, moja wersja otrzymała dwa dodatkowe utwory: „Angeldust” to jedno z próbnych wersji czy też dem „Angel Gets…”, które idealnie pokazuje, jak bardzo ten utwór mógłby być zły. Zaś „Born Simple” to 12-minutowy pejzaż ambientowy, utrzymany w mrocznym i przejmującym stylu.

Ocena albumu: 4

No-Man - Flowermouth
Prezentacja wydawnictwa
No-Man - Flowermouth
Tył
No-Man - Flowermouth
Środek
No-Man - Flowermouth
Bok
No-Man - Flowermouth
Książeczka – jak zwykle bogate opisy pióra Tima.
No-Man - Flowermouth
Co prawda nie ma w niej zbyt wielu artów.
No-Man - Flowermouth
Teksty i zdjęcie zespołu.
Barcode / Kod kreskowy 802644711126
Wytwórnia Kscope Music
Nr. Katalogowy kscope111x
Wydawnictwo zawiera Super jewelbox, 12 stronicową książeczkę, płytę
Ocena Ocena za wydanie

Archive – Noise (cd+dvd, super jewelbox) – 2004

Poprzedni album album Archive, „You all look the same to me” kręcił się wokół dwóch utworów-gigantów. „Again” i „Finding it so hard” – cała reszta była (miłym) dodatkiem. Tu zaś jest odwrotnie – całą płytę wypełniają piosenki, które równie dobrze mogłyby samoistnie egzystować. Jest to o tyle dobre, że cała płyta trzyma równy, dobry poziom, słucha się jej naprawdę przyjemnie. Trochę eksperymentów i ciągle dający radę głos Craiga Walkera wcale nie nudzi. Pochodzi stąd też jeden z najbardziej znanych singli „Fuck U”. Podsumowując, bardzo fajna płyta, tzw. umilacz czasu.

Zakupiłem edycję CD+DVD gdy była jeszcze dostępna. Oprócz systemu Opendisc, który wygasł, zanim mogłem go zobaczyć, w porównaniu do wersji zwykłej mamy tu jeszcze teledysk do Again (jak można tak bardzo spieprzyć robotę to chyba tylko autor tej animacji wie) oraz kilka „lajwów”. Na szczególną uwagę zasługuje tak naprawdę jeden, „Conscience”. Książeczka rozkłada się w dość dziwny sposób (ale i tak tych od R.E.M. nie pobija)  i jest w porządku, bez żadnych specjalnych ekscesów.

Ocena albumu: 3+

Archive - Noise CD+DVD
Przód
Archive - Noise CD+DVD
Środek i płyty
Archive - Noise CD+DVD
Książeczka
Archive - Noise CD+DVD
Książeczka
Archive - Noise CD+DVD
Tył
Barcode / Kod kreskowy 0825646143528
Wytwórnia Warner Music France
Nr. Katalogowy Brak
Wydawnictwo zawiera Super Jewelbox, 4 razy składaną książeczkę, 2 płyty
Ocena Ocena za wydanie

No-Man – Wild Opera + Dry Cleaning Ray (2CD, super jewelbox, reedycja 2010) – 1996/1997

Dość niefortunnie poznałem twórczość zespołu Wilsona i Bownessa trochę od tyłu – pierwszą ich płytą był „Schoolyard Ghosts” z 2008 roku, które w zasadzie definiuje nowego No-Mana. Całe szczęście, że z okazji krakowskiego koncertu duetu (choć obecnie ciężko nazwać zespół „duetem” – na koncertach występuje aż 6 osób) sięgnąłem głębiej. Pomijając przepiękne Returning Jesus, które też niedługo opiszę – trafiłem na o wiele bardziej eksperymentalną, wręcz trochę nieokiełznaną… bo w końcu dziką operę.

To co usłyszałem na samym początku, tak bardzo kłóciło się z dotychczasową wizją No-Mana, że się odbiłem od albumu na pewien czas. Jedynie „Pretty Genius” i „Taste my Dream” (ew. „Time Travel Texas”, które znałem już w kompletnie zmienionej wersji live) spodobały mi się od razu. Ale nie zraziłem się, a z czasem coraz bardziej dostrzegałem „Wild Operę” jako pełne dzieło. Wydawałoby się, że utwory nie mają ze sobą wiele wspólnego – ale mimo to łączy je pewien klimat niszowości, alternatywy (od najdziwniejszych dźwięków, przez trip-hop, do agresywnego „Radiant City” czy pięknego „My Revenge on Seattle”) i braku jakichkolwiek ograniczeń w procesie twórczym. Dlatego każda piosenka jest utrzymana w nieco innej konwencji. Tytuł więc idealnie pasuje do tego co widzimy – jest to album kompletny, gdzie mimo pewnej dozy chaosu i burzliwości – wszystko do siebie pasuje. Znakomity materiał. Ale to nie wszystko – na dodatkowym dysku dorzucono nam epkę „Dry Cleaning Ray” z kilkoma genialnymi demami i innym ciekawym materiałem – nie tylko dla zagorzałych fanów.

Słówko o wydaniu. Niestety wersja w 40-stronicowym digibooku jest wyprzedana (obecnie poluję na aukcjach), więc zainwestowałem w zwykłą wersję w super jewelboxie. Choć średnio lubię to opakowanie, trzeba przyznać że wygląda ładnie. W książeczce znajdziemy historię albumu, teksty utworów a także przeklimatyczne zdjęcia, utrzymane w konwencji „starych zdjęć z albumu rodzinnego” – spójrzcie na okładkę, coś pięknego! Między innymi dlatego żałuję, że nie mam jeszcze pełnej wersji. Jak uda mi się ją zdobyć z pewnością od razu o tym napiszę!

Edycja 10.02.2013 – Nie jestem już w posiadaniu wydawnictwa. Sprzedałem je, gdyż udało mi się znaleźć na aukcji wersję w digibooku. Niedługo ona też trafi na Płytomaniaka.

Ocena albumu: 4+

No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Przód
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Prezentacja
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Środek i płyty
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Książeczka
No-Man - Wild Opera + Dry Cleaning Ray
Tył
Barcode / Kod kreskowy 802644814926
Wytwórnia Kscope Music
Nr. Katalogowy kscope149
Wydawnictwo zawiera 2 płytowy Super jewelbox, 16 stronicową książeczkę, 2 płyty
Ocena Ocena za wydanieOcena za wydanie

Portishead – Dummy (cd, jewelcase) – 1994

Najbardziej znana i najlepsza płyta trip-hopowego zespołu. Bity równie genialne co pasjonujący głos Beth Gibbons + naprawdę dobrze promujące single „Sour Times” i „Glory Box”.

Portishead - Dummy
Przód
Portishead - Dummy
Środek
Portishead - Dummy
Tył
Portishead - Dummy
Rozkładana książeczka
Portishead - Dummy
Rozkładana książeczka
Barcode / Kod kreskowy 042282855329
Wytwórnia Go! Beat
Nr. Katalogowy 828 553 – 2
Wydawnictwo zawiera Jewelcase, 6 stronicową, rozkładaną książeczkę, płytę
Ocena Ocena za wydanie

Massive Attack – Mezzanine (jewelcase, reedycja 2003) – 1998

Massive Attack był jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów grających trip-hop (znalazłem gdzieś określenie „hip-hop na kwasie”, co doskonale oddaje brzmienie tego gatunku). „Mezzanine” było o tyle interesujące dla mnie, że panowie poszli o krok dalej (nawet jeden z nich się na to obraził i odszedł z zespołu) dodając elementy rockowe. Wcześniej nieobecne gitary i sample z rockowych zespołów do „starego” brzmienia Massive Attacku wprowadziło pewną świeżość, a także to, że zaczęli ich słuchać nie tylko zwolennicy alternatywnych hip-hopowych brzmień. Płyta okazała się wielkim sukcesem, zarówno komercyjnym jak i artystycznym – kompozycje są rozbudowane, niepowtarzalne, wokaliści prezentują niezwykłą klasę. „Mezzanine” było narodzinami trip-rocku. Płyta z pewnością inspirowała wielu innych artystów, którzy często używali podobnych brzmień.

Co do wydania: mimo Jewelcase’a jest dość ciekawe. Robal na zdjęciu makro, płyta całkowicie pomarańczowa, a arty w książeczce pasują do dość mrocznego klimatu płyty.

Massive Attack - Mezzanine
Przód
Massive Attack - Mezzanine
Prezentacja
Massive Attack - Mezzanine
Środek
Massive Attack - Mezzanine
Rozłożona książeczka tworzy pełną okładkę – „milusiego” owada.
Massive Attack - Mezzanine
Książeczka
Massive Attack - Mezzanine
Książeczka
Massive Attack - Mezzanine
Książeczka
Massive Attack - Mezzanine
Książeczka
Massive Attack - Mezzanine
Tył
Barcode / Kod kreskowy 724384559922
Wytwórnia Circa / Virgin
Nr. Katalogowy WBRCD4 / 7243 8 45599 2 2
Wydawnictwo zawiera Jewelcase z czarnym trayem, 12 stronicową książeczkę, płytę
Ocena Ocena za wydanie

Archive – You All Look The Same to Me Nouvelle Edition (2cd, jewelcase) – 2002

Płyta dzięki której Archive jest dziś znane – zawiera największy przebój zespołu – „Again”. Cała reszta również trzyma poziom. Wersja rozszerzona (Nouvelle Edition) zawiera dodatkowy dysk CD, na którym znajduje się cała EP-ka „Absurd”. Genialne uzupełnienie! Niestety wydanie to zwykły jewelcase, w zasadzie bez jakichkolwiek artworków.

Archive - You All Look The Same to Me Nouvelle Edition
Przód
Archive - You All Look The Same to Me Nouvelle Edition
Po otwarciu
Archive - You All Look The Same to Me Nouvelle Edition
Całe wydawnictwo
Archive - You All Look The Same to Me Nouvelle Edition
Rozkładana książeczka
Archive - You All Look The Same to Me Nouvelle Edition
Książeczka w pełni rozłożona. Proszę wybaczyć brak zdjęcia tyłu, ale zapomniałem zrobić 😀
Barcode / Kod kreskowy 809274833150
Wytwórnia Eastwest France
Nr. Katalogowy 0927 48331-5
Wydawnictwo zawiera Jewelcase, 3 razy składaną książeczkę, 2 płyty
Ocena Ocena za wydanie